Mateusz Mazurek – programista z pasją

Blog o Pythonie i kilku innych technologiach. Od developera dla wszystkich.

Felietony/inne Inne

Introwersja i ekstrawersja – czyli skończyłem czytać „Ciszej, proszę”

Cześć.

Kilka dni temu skończyłem czytać książkę Susan Cain o kojącym tytule „Ciszej, proszę„. Pozycja ta to dość długa opowieść o tym, czym tak naprawdę jest introwersja, a czym ekstrawersja. Autorka bardzo szczegółowo przygląda się tym zagadnieniom i to pod różnymi kątami. Lektura była na tyle ciekawa, że zainspirowała mnie do publikacji tego wpisu.

Zapraszam.

Definicje introwersji i ekstrawersji

Tym co jako pierwsze wyniosłem z tej książki są konkretne definicje. I to już one same w sobie stanowią duża wartość, bo odniosłem wrażenie, że sporo cech, które nie są wprost powiązane z introwersją i ekstrawersją są z nimi kojarzone. W większości niesłusznie.

Oba słowa dotyczą poziomu wrażliwości na bodźce. Introwersja to wysoki poziom wrażliwości, a ekstrawersja – niski. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że introwertycy bardziej, głębiej i silniej odbierają otaczający ich świat. Skoro świat sam w sobie jest już tak bardzo żywy, to zabieganie o jeszcze więcej emocji i przeżyć nie jest koniecznie. Stąd bierze się niechęć do głośnych imprez, dużej liczby osób czy przemówień publicznych. Ekstrawertycy natomiast mniej zagłębiają się w prozaiczne elementy życia codziennego, co sprawia, że szukają emocji na zewnątrz siebie – właśnie tam, skąd introwertycy uciekają – na głośnych imprezach z ogromną liczbą ludzi.

Skoro mamy już informację, co oznaczają te słowa, to podkreślmy czego one nie oznaczają? Introwersja nie jest związana z aspołecznością, nieśmiałością czy problemami z nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi. To są cechy, które chyba najczęściej przylegają, bardzo niesprawiedliwie, do tego poziomu wrażliwości. Jeśli chodzi o ekstrawersję, to zarzuca się jej płytkość i często stawia na równo z lekkoduchami. To również prawdą nie jest, ekstrawertycy często potrafią się mocno i głęboko zaangażować w różne role czy przedsięwzięcia.

Główna różnica między tymi dwoma poziomami to źródło energii. Dla introwertyka są to ciche, intymne rozmowy, w małym, dobrze znanym gronie ludzi, z filiżanką ciepłej herbaty albo kawy. Dla ekstrawertyka źródłem energii jest bycie w centrum wydarzeń, gdzie przewija się dużo ludzi i dużo się dzieje.

Tym co trzeba podkreślić jest to, że różnice które nakreśliłem wyżej nie oznaczają, że introwertyk nie może być duszą towarzystwa na imprezie. Oznacza to tylko tyle (albo aż tyle), że dla niego taka impreza nie będzie miejscem gdzie odpoczywa, a raczej miejscem gdzie energię zużywa.

Specyfika aktualnego świata

Pewnym problemem jest to, że aktualny świat jest szalenie ekstrawertyczny. Autorka książki wspomina, że świat wierzy w ideał ekstrawertyka, który zawsze jest wszędzie, zawsze o nim głośno, zawsze dużo mówi i zawsze jest towarzyski. Jednym słowem: aktualnie w modzie jest być ekstrawertykiem. Sprawia to, że ciężko odnaleźć szacunek i akceptację dla „cichego trybu życia”. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał wejść głośno i z impetem w cichy, ułożony, introwertyczny świat. I nie mówię, że będzie robił to po złości, powiem więcej, pewnie będzie miał dobre intencje, ale jak to się mówi, to właśnie nimi jest piekło wybrukowane.

Udawanie ekstrawersji

Strach przed odrzuceniem społecznym jest tak ogromnym ciężarem dla introwertyków, że wielu wpada w pułapkę i zaczyna udawać ekstrawersję. To trochę tak, jakby pies miał zaczął miałczeć. No można próbować go uczyć, ale czy to się uda? Okazuje się, że w tym przypadku udaje się naprawdę całkiem nieźle. Szacuje się, że około 1/3 osób, które uznajesz za ekstrawertyków, to introwertycy, którzy mają ogromne doświadczenie w byciu bardziej „cool” (swoją drogą, autorka poświęca sporo stron, opowiadając o tym, że „bycie cool” jest przereklamowane).

Udawanie ekstrawersji, mimo że jak już napisałem – daje naprawdę zaskakująco dobre efekty, jest bardzo męczące i łatwo wyniszcza ludzi. Walka z samym sobą bardzo szybko sprawia, że pojawiają się wątpliwości, czy jest się wartościową osobą, czy na pewno wszystko z nami w porządku, a w skrajnych przypadkach, próbuje się szukać w sobie oznak depresji, czy nawet ją leczyć.


Czekaj, stop!

Podoba Ci się to co tworzę? Jeśli tak to zapraszam Cię do zapisania się na newsletter:
a w ramach prezentu otrzymasz całkowicie za darmo, dwa dokumenty PDF „6 (nie zawsze oczywistych) błędów popełnianych podczas nauki programowania” który jest jednym z efektów ponad siedmioletniej pracy i obserwacji rozwoju niejednego programisty oraz „Wstęp do testowania w Pythonie”, będący wprowadzeniem do biblioteki PyTest.
Jeśli to Cię interesuje to zapraszam również na swoje social media.

Nie ma sensu udawać tego, kim się nie jest, chyba, że…

Ludzie mają różne ambicje i w różnych elementach życia się spełniają. Warto jasno określić sobie priorytety, bo co jeśli np. czujesz życiową misję, by ratować foki, ale droga do tego celu wiedzie przez wiele publicznych przemówień, które raczej stoją w sprzeczności z Twoją naturą? Czy zrezygnujesz ze swojej misji? No jasne, że nie. Czasem po prostu są rzeczy ważniejsze niż komfort i krótkoterminowe udawanie ekstrawersji jest doskonałym środkiem do celu i wcale nie stoi w sprzeczności z Tobą. Jest wręcz dosłownie odwrotnie – przecież cała Twoja energia idzie na najważniejszą dla Ciebie sprawę.

Oczywiście można powiedzieć, że taki konformizm, jest zły, jest jawnym przyznaniem się do słabości i nie powinno się go uprawiać. I trochę prawdy w tym jest. Ale jeśli droga ku Twoim celom prowadzi Cię ku udawanej ekstrawersji, to może warto zapłacić tę cenę. Wszak jest to cena za spełnienie marzeń.

Ideał charyzmatycznego lidera

Jak już wspomniałem, aktualny świat jest diabelsko ekstrawertyczny. Sprawia to, że za osoby skuteczne uważa się ekstrawertyków. To jest bardzo zabawna sytuacja, bo bardzo często za najlepsze pomysły uznaje się, nie te które są najlepsze, a te które zostały wypowiedziane najgłośniej i najpewniej. To jest ogromna pułapka, bo to, że ktoś mówi o czymś głośno i bez zająknięcia nie znaczy jeszcze, że jest to najlepsza z możliwych propozycji. Statystycznie uważa się, że decyzje podejmowane przez introwertyków, szczególnie te długofalowe, pozbawione fajerwerków, dają najlepsze rezultaty. Wynika to wprost z różnic we wrażliwości – introwertyk przemyśli decyzję 10000 razy nim zrobi pierwszy krok. Pozwala to uniknąć ogromu kretyńskich decyzji.

Introwertyk managerem albo liderem?

Tak! I to bardzo skutecznym. Oczywiście nie w każdej firmie. Tam, gdzie liczy się rozpychanie łokciami, a nie rzeczowa analiza argumentów, introwertycy będą mogli tylko spoglądać zza okien i oglądać kolejne „genialne pomysły”. Zakładając, że nikt, będąc przy zdrowych zmysłach, nie zostałby w takiej firmie, to statystyka pokazuje, że introwersja jest bardzo przydatną cechą. Pozwala ona na znacznie wnikliwsze analizowanie sytuacji oraz znacznie lepsze i głębsze relacje z ludźmi. Nie oznacza to, że ekstrawertycy nie mogą być genialnymi liderami. Są nawet sugestie, mówiące, że introwertyk powinien prowadzić zespół gdzie jest przewaga ekstrawertyków, ponieważ zawsze wysłucha ich pomysłów, ale nie pozwoli na bezrefleksyjną realizację. Ekstrawertyk powinien mieć zespół, gdzie jest większość introwertyków, bo pomoże on im wcielić ich pomysły w życie.

Zmierzając do brzegu

Bardzo polecam każdemu tę lekturę, bez znaczenia jaki poziom wrażliwości reprezentujesz. Jest w niej zacznie więcej zagadnień niż ja tutaj wspomniałem. I znacznie głębiej omówionych. Z ogromną liczbą odniesień do badań. Po prostu przeczytaj. Zostawiam link do ceneo.

Dzięki za wizytę,
Mateusz Mazurek

A może wolisz nowości na mail?

Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mateusz H.

Hmm… ciekawa książka 🧐. Być może przeczytam. Zgadzam się z tobą Mateusz że jest moda na bycie ekstrawertykiem, i chyba wyszła ona od zachodniego, Amerykańskiego stylu życia. Tak mi się wydaje. Sam z natury jestem introwertykiem, czyli, tak jak napisałeś, zużywam energię w towarzystwie innych ludzi. Nie zgodzę się jednak że aby osiągnąć swoje marzenia osoba musi nauczyć się udawać ekstrawertyka. Do osiągania celów wiedzie wiele drug, i ja raczej bym wybrał pozostanie w zgodzie z samym sobą niż udawanie ekstrawertyka. To po prostu mi się nie godzi robić, bo bym zbyt się zmęczył 😛. A ty Mateusz, jesteś introwertykiem… Czytaj więcej »

[…] Introwersja i ekstrawersja – czyli skończyłem czytać „Ciszej, proszę” […]